Radosław Piesiewicz nie zrobiłby tak imponującej kariery w polskim sporcie, gdyby nie polityczny patronat kluczowych graczy w PiS. Sam w przeszłości przyznawał się do przyjaźni z byłym ministrem aktywów państwowych Jackiem Sasinem. Kilka miesięcy temu wciągnął PKOl w fatalną współpracę z Zondarypto. Dziś nikt w PiS do Piesiewicza nie chce się przyznawać.