02.09.2026 21:00
56 wyświetleń
0 komentarzy
FC Barcelona przez cały okres wakacyjny usilnie starała się zakontraktować nową "dziewiątkę" - piłkarza, który stałby się następcą nie tylko Roberta Lewandowskiego, ale jak się potem okazało także i Ferrana Torresa. Katalończycy skupiali swe wysiłki na tym froncie wokół Juliana Alvareza, ale kiedy ta opcja stawała się coraz mniej realna praktycznie na ostatniej prostej zdecydowali się sięgnąć po Gabriela Jesusa. Ten został nowym środkowym napastnikiem "Barcy" i w Hiszpanii zarobi naprawdę wielkie pieniądze, choć jednocześnie... i tak zaliczy istotną obniżkę wynagrodzenia względem tego, które dostawał w Arsenalu. Szczegóły przedstawił Joaquim Piera z "Diario Sport".
Zobacz cały artykuł w serwisie sport.interia.pl »