10.09.2026 7:03
26 wyświetleń
0 komentarzy
Kto w nocy został, by oglądać mecz Chicago Fire z Interem Miami, ten pewnie nie żałuje. Oczywiście trzeba przyznać, że druga połowa piłkarsko była znacznie słabsza od pierwszej, ale zawodnikom nie brakowało ambicji w walce o trzy punkty. Pod koniec czasu podstawowego mieliśmy spięcie, w którym jedną z głównych postaci był Robert Lewandowski. Ostatecznie żaden zawodnik nie obejrzał żółtej kartki.
Zobacz cały artykuł w serwisie sport.interia.pl »