09.10.2026 11:25
23 wyświetleń
0 komentarzy
Uczniowie otwierają plecaki i piórniki, nauczyciele pilnują wejść, a przed szkołami pojawiają się policyjne patrole. Po dwóch brutalnych atakach na Mazowszu strach dotarł do warszawskich szkół. - Mąż dał mi gaz pieprzowy. Stoimy na pierwszej linii frontu, ale nikt nas nie pyta, czy przyjdziemy do pracy - mówi nauczycielka jednej ze stołecznych podstawówek.
Zobacz cały artykuł w serwisie warszawa.wyborcza.pl »