06.11.2026 12:57
27 wyświetleń
0 komentarzy
Ponad siedem miesięcy w autoryzowanym serwisie, dwie dostawy niewłaściwych baterii i samochód, który nadal nie nadaje się do jazdy. Tak wygląda historia elektrycznego Opla Corsy z Katowic. Stellantis przyznaje się do błędów, ale stoi na stanowisku, że za kolejną naprawę właścicielka ma już zapłacić sama. Według jej relacji rachunek może sięgnąć nawet 30 tys. zł. Co ciekawe, w nietypowym sporze racje mogą mieć… obie strony.
Zobacz cały artykuł w serwisie motoryzacja.interia.pl »